Rozkołysana przyjemnie i błogo pochwałami, „ochami i achami” nad moim pisaniem dla dzieci podczas Targów Książki w Krakowie 2016 – przemiłym spotkaniem w saloniku literackim i innymi spotkaniami tamże pełnymi pochwał i zachwytów, opinii o tym, że moje wiersze i opowiadania mają działanie terapeutyczne dla całej rodziny (dziękuję Pani Ewo za to cudne zdanie!), zapomniałam, że jednak mogę spotkać się z obiekcją ze strony potencjalnego nabywcy moich utworów…

Siedzę… (jeszcze na targach) przy stoliku dla autora na stoisku „Motyli książkowych” i podpisuję książki! W szalik w szkocką kratkę mam wpiętą plakietkę „AUTOR”, na stoliku moje książki, kolorowe flamastry żelowe do wypisywania dedykacji dla dzieci (dzieci uwielbiają wybrać kolor na dedykację!) i moja wielka fotografia z imieniem i nazwiskiem, i dopiskiem, że jestem „autor” żeby nie było wątpliwości. Czytelnicy nie zawiedli! Są! Dotarli specjalnie dla mnie i moich książek! Gadam z dziećmi i ich opiekunami, śmiejemy się, wygłupiamy, czytamy moje utwory – ja szczęśliwa, że książki się podobają i… sprzedają. Sialala, lalala, sialala, lala, la-li…

A tymczasem przy moim stoliku autorskim zatrzymuje się Pani w średnim wieku, sama, bez dzieci i nie zważając na sytuację opisaną powyżej pyta:

– Pani pisze po francusku czy po angielsku?

– Po polsku. – Odpowiadam.

– A dlaczego? Przecież nazwiska nie ma Pani polskiego!

– To prawda, ale jestem stąd i piszę po polsku.

– To niedobrze…

Byłam już gotowa wyjąć dowód osobisty i wylegitymować się, że nazwisko mam jakie mam (fajne przecież!), ale za to miejsce urodzenia całkiem stąd, co dawałoby mi jednak prawo do pisania po polsku, ale Pani w średnim wieku na szczęście pociągnęła myśl dalej…

– To niedobrze, że tylko po polsku, bo ja mam wnuki w Anglii i potrzebuję dla nich książek, w których będzie tekst po polsku i ten sam po angielsku, albo nawet po francusku i po hiszpańsku, bo one uczą się tych języków w szkole.

– O! – Ucieszyłam się. – To świetny pomysł! Dziękuję Pani za tę myśl, może kiedyś uda się wydać tak moje książki!
Pani w średnim wieku umilkła na chwilę, bo zaczęła przeglądać książki dla dzieci mojego autorstwa

– Wiersze? – Zapytała z niedowierzaniem.

A ja zastygłam, w sumie zainteresowana co będzie dalej. Pani w średnim wieku nie wczytała się w teksty, przewertowała pospiesznie kilka kartek i podsumowała:

– Nikt nie umie pisać wierszy dla dzieci!

– Dlaczego tak Pani sądzi? – Nie wytrzymałam.

– Bo wiersze dla dzieci to umiał napisać tylko Brzechwa i Tuwim, ale ich też nie mogę znaleźć tak żeby na jednej stronie był wiersz po polsku a na drugiej po angielsku. A te moje wnuki to nie są uczone języka polskiego, bo przecież do czego ten język im się może przydać? Tylko, że ja z kolei nie znam angielskiego…- I odeszła…

Ja wróciłam do radosnych, targowych spotkań z tymi, którzy „ochowali” i „achowali” moje pisanie, ale nie przestałam myśleć o rozmowie z Panią w średnim wieku. Takie myślenie zwykle owocuje u mnie wnioskami, i oto one:

1. Po pierwsze, autentycznie bardzo dziękuję Pani w średnim wieku za nowy plan – za fantastyczny pomysł na moje książki w innych językach!

2. Po drugie, okropnie mi przykro, że jej wnuki nie są uczone języka polskiego. Umiejętność mówienia w kilku językach (nawet mniej popularnych) to szansa a nie ograniczenie! Wiem coś o tym!

3. Po trzecie, zgadzam się z Panią w średnim wieku, że Brzechwa i Tuwim fantastycznie operowali słowem i też kocham ich twórczość.

4. Ale (i tu będzie po czwarte) przypomniała mi się maksyma inżyniera Mamonia z filmu „Rejs”: „Kochamy tylko te piosenki, które znamy!”

Także tak, Kochani… Także nic dziwnego, że kupujemy dzieciom „sprawdzoną” literaturę, tę którą znamy, bo ją kochamy, albo kochamy, bo znamy… Ale może by tak się otworzyć na współczesnych autorów, może by tak zaryzykować… A może tak Margarett Borroughdame w tym roku pod Choinkę czy Mikołajki?????? Na rodzinne wieczory i rodzinne poczytajki!

Nie zapomnijcie odwiedzić mojego stolika na następnych targach książki – każda rozmowa to dla mnie inspiracja i nauka! Serio!

Buziaki dla Was! Sialalala, lalalala, sialalala, lala, la-li…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Pola wymagane *

one × one =