Czy kupilibyście dziecku niemodną książkę? Niemodną? Jak to???

To znaczy, że książka może być modna albo niemodna?!

Tak jak w wielu obszarach naszego życia, tak i kierując się wyborem książki dla dziecka najczęściej kierujemy się dorosłą wizją tego „co podobałoby się dziecku”. Ulegamy wpływom, modom, trendom. Wmawiamy dziecku, że książka musi krzyczeć kolorowymi ilustracjami. A najlepiej, aby rysunek był tak artystyczny i nieczytelny, i w tak wymyślnej estetyce aby dziecko bez pomocy dorosłego nie mogło rozpoznać co przedstawia. Albo dziecko przeładowujemy bodźcami, albo proponujemy formę przekazu „na wyrost”, niedostosowaną do jego możliwości.

Często w dobrej wierze – chęci wyedukowania, opisania świata, przybliżenia zagadnień przemęczamy umysły dziecięce. Aby sprowokować do refleksji na siłę gmatwamy wzorce – jeszcze nim dziecko zobaczy gdzie są zasady i normy już je z nim przekraczamy. Nie zostawiamy czasu na analizę własną, na powrót lub nawet wielokrotne czytanie ulubionej książeczki, bo przecież nie ma czasu, bo pędzimy do następnej polecanej lektury. Potem oczywiście biadolimy, że młodzież „nie jest kreatywna”, „nie ma zasad”, „nie trzyma się norm”, „nie umie pisać”, „nie umie czytać”, „kaleczy mowę”, „jest niewrażliwa”, „rozpędzona”, „nie skupia uwagi”, „nie radzi sobie z życiem, wyzwaniami, problemami”, „ślizga się chaotycznie po powierzchni”, „nie ma celów”, „nie cieszy jej nic”… A radość i szczęście są przecież w najdrobniejszych rzeczach, to trening umiejętności – bo szczęście to umiejętność, a nie stan… A czytanie, czy powinno tylko edukować? A może czasem wystarczy, że będzie cieszyć, wzruszać, rozśmieszać, może nawet smucić?

Przesadzam?

A zastanawialiście się dlaczego te wszystkie Brzechwy, Tuwimy, Anderseny, Astridy Lindgreny i Chotomskie wciąż są i są, i są w nas? I ciężko ich zastąpić, choć bez naklejek zapachowych te książki i na fatalnym papierze, i bez wymuszonego eko-edu-bio modelu?

… no właśnie, bo jest TREŚĆ. Bo intuicyjnie tęsknimy za nią. Bo wiemy, że książka to „słowo”! SŁOWO, które się wyciąga, rozciąga, naciąga, przekręca, dokleja do innego, skręca i w prawo, i w lewo. Słowo co tworzy nową wartość, rozbudza emocje, wzruszenia, przywołuje wspomnienia, to dialog, puenta, „figiel-migiel”, lekkość, i smutek, i pragnienia, dowcip, prawda, niedopowiedzenia – dla główki i uczuć znakomite ćwiczenia!
Oj, Niech SŁOWO dla dzieci wyjdzie wreszcie z cienia, niech buduje smak, wrażliwość i wzruszenia! Niech się perełki słów posypią, rozsypią, niech wyobraźnię dziecięcą nasycą…

Na szczęście jest wiele książek, które cieszą, które są pięknym obiektem, pięknym słowem! Mają TREŚĆ! Wzruszają. Są takie książki. Są. Tylko, Kochani, pamiętajcie: wybierajcie sercem, głową, intuicją, emocjami, a nie modą czy pokusą by na siłę edukować zgodnie z trendem. Książka dla dziecka powinna podobać się i Wam, powinniście ją rozumieć, powinna z Wami „rezonować” – wtedy będziecie mieli o czym z dzieckiem rozmawiać podczas lektury. Bo… mody bardzo szybko przemijają, a prawdziwe uczucia, słowo, klasyczna estetyka bronią się na zawsze. A to, że współcześni rodzice nagle mają swoje dzieci przede wszystkim edukować a nie wychowywać, to też tylko taka moda! W książce, proszę Państwa, musi być radość, zabawa, beztroska, bezinteresowność, historia, subtelności, uwrażliwienie, „drugie dno”, smutek, prawda, niedopowiedzenia… To kształtuje wyobraźnię, prowokuje do myślenia.

Dlatego, przede wszystkim, wybierajcie książki z dzieckiem – bo to książki dla niego! Spróbujcie pozwolić dziecku samodzielnie wybrać dla siebie książkę, niech poprzegląda książki na półkach w księgarni, niech te książki dotyka, wertuje kartki, skomentuje ilustracje… Zobaczycie, jak ta nowa, samodzielnie wybrana książka będzie cieszyć, jak będzie cenna. Zobaczycie, że Wasze dziecko nie będzie mogło doczekać się wieczornej „poczytajki” z Wami. Słuchajcie głosu, gustu i potrzeb dzieci! One wiedzą najlepiej co jest im właśnie „teraz” potrzebne do rozwoju… A jeśli podpowiadacie, podpowiadajcie z rozwagą, delikatnie, i… obserwujcie reakcję. Może to dzieci staną się dla Was inspiracją, a nie odwrotnie? Może dowiecie się o nich więcej? Warto czasem odwrócić role. Spróbujcie!

Skąd u mnie ta refleksja? Po kolejnym spotkaniu autorskim. Oj, nagadałam się z rodzicami, z dziećmi, z wydawcami i bibliotekarzami! Powiem Wam, że skrzydła mi urosły kiedy dorośli czytali moje utwory i wzruszyli się z tęsknoty za dzieciństwem i beztroską, a dzieciaki chichotały przy tych wierszach i ciągnęły rodziców za rękaw i prosiły „mamo, ja chcę mieć tę książkę”. A ja przecież taka nie w tej wszechogarniającej kulturze „wow!”, taka niemodna, te moje słowa takie: proste, naturalne, bezpośrednie i tylko o tym co dokoła czyli „o małych wielkich rzeczach”…

A za moment Krakowskie Tragi Książki 2016 – szansa na pobuszowanie w książkach! Ja też tam będę!

Miłych poczytajek z dziećmi!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Pola wymagane *

1 × 3 =