„Lubię słowa: proste, naturalne, bezpośrednie” – z Margarett Borroughdame o tym co inspiruje pisarza, o jej codziennym życiu, o tym co różni dzieci od dorosłych, o kształtowaniu postaw i czynieniu dobra rozmawia Anna Kwoczko z Wydawnictwa MBBooks.

 

Margarett Borroughdame – autorka książek dla dzieci, felietonistka, absolwentka filologii angielskiej, przedsiębiorczyni, współzałożycielka fundacji edukacyjnej dla dzieci i jej wieloletnia prezeska, członkini międzynarodowej organizacji dobroczynnej, mama trójki dzieci.

 

AK:      Skąd wziął się pomysł na pisanie książek i dlaczego wybrałaś akurat twórczość dla dzieci? O czym najczęściej piszesz?

MB:      Dzieci, ich reakcje, zachowania dostarczają mi prawdziwego natchnienia. Jak powiedział Janusz Korczak, mój przewodnik po świecie dziecka: „Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć.”, „Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia.”, „Dobry wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje – przeżyje wraz z dziećmi wiele natchnionych chwil.”, „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat.”  Dzieci, moje własne dzieci oraz „prawdziwe życie” są dla mnie największą inspiracją. Moje książki rodzą się ze śmiechu do rozpuku, z dziecięcej logiki, z dziecięcych pytań, z bałaganu na stole, ze wzruszenia, z zachwytu, z komedii pomyłek, z prawdziwych sytuacji, czasem z prawdziwych kłopotów i zmartwień, z życia… Potem wyobraźnia, zabawa słowem i poczucie humoru pozwalają mi ubrać tę inspirację w utwór literacki. Najczęściej natychmiast widzę też scenariusz ilustracji. Lubię słowa: proste, naturalne i bezpośrednie, a te chyba najlepiej trafiają do dzieci i do młodego czytelnika.

Kiedy moje córeczki zaplątały się w babie lato, ja rymowanką opowiedziałam im co to jest, a przy okazji powstał wiersz do albumu wierszy jesiennych  dla dzieci. Właśnie z inspiracji tym jak dzieci reagują na pory roku, co kochają w danej porze roku, jak cieszą się najdrobniejszą zmianą w przyrodzie, jak z pasją oddają się aktywnościom typowym dla danej pory roku, narodziły się cztery albumy wierszy dla dzieci: „Wiosna radosna”, „Rozkoszne lato”, „Jesień plecień” i „Nie taka mroźna zima”. To w sumie sześćdziesiąt wierszy, po piętnaście na każdą porę roku, więc jest co czytać i o czym rozmawiać z dziećmi, i skąd czerpać inspirację do aktywności. Bo… niektóre wiersze mają „drugie dno”, jak ten o strachach na wróble czy wiosennej burzy i skłaniają do rozmowy, inne wzbudzają natychmiastowy atak niepohamowanej ochoty na letnie desery, więc nie ma rady trzeba tę ochotę zaspokoić i wspólnymi siłami taki deser przyrządzić, a jeszcze inne same malują w wyobraźni obraz zasypiającego jeziora i zapraszają farby i pędzle do plastycznego szaleństwa, kolejne nie pozwalają spędzić zimowego dnia w domu!

Kiedy zabrałam mojego trzy i pół letniego syna (a było to dwadzieścia jeden lat temu!) na górską wyprawę, odwracałam jego uwagę od trudów wędrówki pokazując mu zapierające dech widoki, górską przyrodę i (oczywiście!) zabawiając go przeróżnymi historyjkami. To był maj. Na ścieżkach, na halach tonących w fioletowych krokusach i przy strumieniach pracowicie uwijały się śliczne niebieskie żuczki. Jeden z nich, towarzyszył nam podczas całej wyprawy i to on stał się bohaterem opowiadań dla mojego syna. Tak powstała „Ciasteczkowa choinka Żuczka Blo”, a potem seria opowiadań o Żuczku Blo. Mówią one o tym, że „razem łatwiej”. Mówią o budowaniu tradycji, więzi, o tym, że z każdej sytuacji znajdzie się wyjście, jeśli podejmie się działanie, o tym również, że powinniśmy czerpać z otaczających nas zasobów, i że życie to piękna droga, którą wyznaczamy sami.

AK: Czy Twoje bajki niosą za sobą jakiś morał? Tylko bawią czy także uczą?

MB: Nie piszę na zamówienie, a szczerze, z serca, z impulsu, z „olśnienia”. Nie planuję efektu, nie zakładam sensu i znaczenia historii, tylko ją opowiadam. Opowiadam tak jak lubię: lekko, z „przymrużeniem oka”, prosto. Okazuje się jednak, że zwykle poruszam ważny temat, że na bazie moich opowiadań lub wierszy można przygotować całą szkolną lekcję i zaangażować w dyskusję setkę dzieci zgromadzoną na spotkaniu w sali gimnastycznej!  Niezwykle cenne są dla mnie opinie czytelników, zarówno dorosłych jak i dzieci, którzy mówią i piszą o tym, co odnajdują w moich historiach.

„Jestem głęboko przekonany, że przygody „Żuczka Blo” zachęcą do kierowania się pozytywną postawa bohatera i rodzinnego pokonywania napotkanych przeciwności, a sama książka będzie stanowić wstęp do przygody z literaturą i wychowania zapalonego czytelnika

Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka

Jedną z wielu charakterystycznych cech w twórczości autorki jest przedstawianie problemów i ich oryginalnych rozwiązań za pomocą rymowanego, wierszowanego słowa, które autorka z precyzją i szacunkiem do małego odbiorcy kreśli za każdym razem na stronach swych barwnych książeczek (…). Mój młodszy syn (…) z uśmiechem na ustach śledził losy Pana Cylinderka i ucieszył się, że ta niezwykła, niecodzienna historia tak pięknie się zakończyła. Książeczka poprawia humor, mówi o tolerancji, radzi, pokazuje pozytywy oraz to, że radość i szczęście warto czerpać z prostych rzeczy. (…) Polecamy całym sercem!

Agnieszka Krizel i Staś

(Recenzje Agi, www.nietypowerecenzje.blogspot.com)

„Jak w prosty sposób opowiadać o sprawach nieprostych? Jak uczyć wartości w sposób wartościowy? Jak edukować w sposób niebanalny? (…) „Pan Cylinderek” (…) – wierszowana opowieść podana w sposób lekki, łatwy i przyjemny wcale taka lekka nie jest. Choć żartobliwa i z humorem, to jednak pytania zadaje całkiem na serio. O poczuciu własnej wartości, o samoakceptacji, o umiejętności radzenia sobie z własnymi niedoskonałościami. Jak zwykle mądrze. Jak zwykle celnie. Jak zwykle niebanalnie. Ilustracje dopełniają dzieła. Polecam!”

Anna Hacuś-Krawczyk, Czas Dzieci, www.czasdzieci.pl

AK: Co różni dzieci od dorosłych? Czy często spotykasz się ze swoimi młodymi czytelnikami? Dzieci zadają czasem trudne pytania i są bardzo bezpośrednie, prawda?

Dzieci są niezłomnymi i radosnymi odkrywcami świata. Są naturalne, spontaniczne, ciekawe, szczere, pełne wiary w swoje możliwości, tolerancyjne. Mają niczym nieograniczone marzenia, wyobraźnię, nie oceniają. Z pasją oddają się zajęciom. Kiedy jedzą coś co im smakuje, to jedzą „całym sobą”, kiedy jeżdżą na łyżwach to jeżdżą „całym sobą”, kiedy czegoś pragną to pragną najmocniej na świecie, a kiedy czegoś nie cierpią, to nie cierpią tak bardzo „jak stąd do gwiazd”! Dzieci mają prosty i naturalny system wartości, kierują się instynktem, nie ogranicza ich czas i przestrzeń, nakazy i zakazy, akceptują odmienność. Ze smutkiem zaobserwowałam, że ta spontaniczność, otwartość i szczerość zaczyna umierać mniej więcej w czasie, kiedy pojawiają się silne oczekiwania dorosłych wobec dzieci, wymagania dostosowania się do norm społecznych, kiedy „utrącone” zostaje własne wnioskowanie i dochodzi u dzieci do przejmowania poglądów osób dorosłych, a systemy ocen w szkole, zakazy i nakazy ze strony dorosłych wtłaczają dzieci w schematy, doprowadzają do porzucenia marzeń, zmuszają do realizacji oczekiwań innych zadań i celów, które nie są w „zgodzie z nimi”, z ich potrzebami. Zaobserwowałam, że czwartoklasiści już nie potrafią odpowiedzieć na pytanie co w sobie lubią, z jakich swoich cech czy umiejętności są dumni, co w sobie kochają. Natomiast przedszkolaki, szczególnie te młodsze, jeszcze bardzo siebie lubią i mają otwartość na innych. Czwartoklasistom, dzieciom starszym, młodzieży i dorosłym wielką trudność sprawia popatrzenie na inną osobę i powiedzenie jej co im się w tej osobie podoba, za co ją cenią, co w niej lubią, nie potrafią powiedzieć co lubią w sobie.

Kiedy zaczynam spotkanie z młodszymi dziećmi czuję, że mam pełne zaufanie z ich strony. One najpierw są ufne, otwarte, ciekawe, dają kredyt zaufania, a ja staram się ich nie zawieść. Dorośli zwykle mają oczekiwania, dokonują wstępnej oceny nim otworzą się na nowe doświadczenia, ale i z nimi spotkania to dla mnie wspaniałe doświadczenie i nauka. Od kilku miesięcy wiele jeżdżę po Polsce i mam wiele spotkań z dziećmi: w szkołach, bibliotekach, domach kultury, mam też spotkania z dorosłymi np. na Uniwersytetach Trzeciego Wieku i rozmawiam z nimi o tym dlaczego warto czytać. Te spotkania to dla mnie niezwykłe i kształcące doświadczenie. Następuje podczas nich taka wymiana energii pomiędzy mną a czytelnikami, że nie czuję mijającego czasu. Dzieci zadają pytanie natychmiast kiedy przyjdzie im ono do głowy i oczekują natychmiastowej odpowiedzi. To wspaniałe, bo pozwala na interakcyjność, powoduje, że nie ma dwóch identycznych spotkań. Dorośli niestety pytań nie zadają od razu, zwykle kilka początkowych taktów spotkania z nimi to zbudowanie zaufania i pola do otwartości, ale mam sposoby aby spotkanie z dorosłymi rozgrzać i rozpalić ich wyobraźnię, skłonić do dyskusji, spowodować, że czują się bezpieczni, zasiać myśli, wyzwolić w nich dziecięcą spontaniczność…

AK: Czy pisanie książek może być w obecnych czasach sposobem na życie? Czy trudno jest się dzisiaj przebić na rynku wydawniczym? Jakie masz plany wydawnicze na przyszłość?

MB: Pisanie książek to pasja, ale i zawód. Książka to produkt magiczny, ale produkt. Wydawanie, sprzedaż i dystrybucja książek to branże biznesu. Wciąż się wszystkiego uczę z radością, ufnością i konsekwentnie. Szczęśliwie mam doświadczenie w prowadzeniu firmy więc przekładam je na prowadzenie wydawnictwa, wypróbowuję również nowe pomysły. Idę spokojnym, równym krokiem, ale z entuzjazmem! Kiedy patrzę gdzie byłam dwa lata temu, kiedy założyłam Wydawnictwo MBBooks, a gdzie jestem teraz, sama nie mogę uwierzyć jak dużą drogę przebyłam i jak wiele się nauczyłam. Pierwsza moja książka, nakładem jednego z warszawskich wydawnictw, ukazała się w 2011. I już wtedy zrozumiałam, że istotny jest dla mnie mój wpływ na cały proces powstawania i dystrybucji książki. Lubię, kiedy książka dla dzieci to piękny, trwały obiekt i przyjaciel na całe życie. Od dwóch lat, kiedy założyłam wydawnictwo, mam tę swobodę i przywilej, że uczestniczę w całym procesie powstawania książki, również jej promocji i dystrybucji. Nie podjęłabym się jednak wydania którejkolwiek bez otrzymania opinii dzieci, nauczycieli i osób z branży. Kiedy książka jest w „pierwszym składzie” przesyłamy ją do opinii, a potem dopracowujemy. W ciągu dwóch lat napisałam i wydałam w Wydawnictwie MBBooks siedem książek, trzy z nich mają już dodruki. Jeżdżę na targi książek w Polsce, gdzie spotykam się z czytelnikami. W minionym roku byłam z Polskim Instytutem Książki na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży w Bolonii (to największe takie targi na świecie, w tym roku odbyły się po raz 55), mam wykłady dla dorosłych, spotykam się z młodymi czytelnikami w szkołach i bibliotekach w całej Polsce, założyłam księgarnię on-line Słowoteka.pl, wysyłam co miesiąc literacki newsletter do kilkunastu tysięcy odbiorców, piszę felietony min. do magazynu Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich,  na okładki moich książek organizowane były konkursy w całym kraju, patronami moich książek są m.in.: Rzecznik Praw Dziecka, Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom, TVP ABC, Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, portale: Czas Dzieci.pl, Miasto Dzieci.pl, Qlturka.pl, e-gaga.pl, Magazyn „Dziecko Najlepsza Inwestycja”.

Właśnie drukuje się „Babcia Dziergajka”, a przygotowaniu do wydania na najbliższy rok są książki: „Żuczek Blo i przygoda w szkocką kratkę”, „Panna Różanna”, „Ciasteczkowa choinka – sztuka teatralna dla dzieci”.

AK: Jak łączysz pisanie książek z innymi obowiązkami np. rodziną i działalnością charytatywną?

Wyznaczam sobie cele, priorytety, dokonuję wyborów, podejmuję decyzje, czasami zwalniam, czasami przyspieszam, czasami odpuszczam, ale staram się. Staram się być najlepszą wersją siebie samej na daną chwilę, w danym momencie. Nie przestaję się rozwijać. Wciąż się uczę. Analizuję to co zasiałam i plon jaki zebrałam. Staram się też, aby moje życie było w równowadze. Zatracenie się w jednym działaniu, zaniedbanie jakiegoś obszaru, chociażby własnego zdrowia czy rodziny, mogłoby doprowadzić do ruiny inne obszary w życiu. Porównuję się tylko do siebie samej. Za wszystko co do tej pory dziękuję! Audrey Hepburn – aktorka, filantropka, działaczka humanitarna powiedziała: „Pamiętaj, że kiedy potrzebujesz pomocnej dłoni – jest ona na końcu twojego ramienia. Gdy jesteś starszy, pamiętaj, że masz drugą dłoń: pierwsza jest po to aby pomagać sobie, druga, żeby pomagać innym.” To wypowiedź, która jest w zgodzie ze mną, ale wiem już, że czasami należy i można dokonać wyboru aby obydwie dłonie pomagały innym, czasami konieczne jest aby pomóc sobie samemu, czasami trzeba odważyć się poprosić o pomoc…

AK: Od lat działasz dobroczynnie – czy działalność charytatywna daje inne spojrzenie na życie, na ludzi, na otaczający nas świat? Czy pomaganie innym to wartości jakie powinniśmy przekazywać młodszemu pokoleniu?

Życzliwość i chęć pomagania innym to cechy nie tylko ludzkie. Ofiarne postawy wykazują m.in. małpy, delfiny, słonie, niektóre ptaki, nietoperze, zwierzęta domowe (np. psy). Dowiedziono, że zdolne do poświęceń są również dużo mniej złożone organizmy niektóre gatunki mrówek potrafią biec na ratunek poszkodowanym. Nie zawsze chodzi w tych działaniach o instynktowne chronienie rodu. Badania wykazały, że pomaganie innym z pobudek empatycznych ściśle wiąże się ze świadomością komu pomagamy, że rozumiemy, iż ktoś jest w trudniejszej sytuacji niż my, że rozumiemy jego sytuację. Pomaganie to działanie prospołeczne oparte na odczuwaniu altruistycznej empatii. Intuicyjnie wiemy również, że czynienie dobra, dzielenie się, kształtuje nas i daje radość, bo nagrodą jest odczucie, że nasze działanie przyniosło skutek, pożytek, szczęście, że wznieśliśmy się ponad własne ułomności, to daje siłę, poczucie zadowolenia, wyzwala hormony szczęścia. Intuicyjnie czujemy również, że szczerość intencji, szczere pomaganie pobudza krąg życzliwości wokół nas, i że „dobro powraca”. Dlatego chociażby ludzie naprawiają błędy, krzywdy, przepraszają, weryfikują swoją postawę i poglądy, aby równowaga i „dobro powróciło”. Dzieci uczą się poprzez własne doświadczenie, ale ponieważ jesteśmy organizmami stadnymi i społecznymi, uczą się również poprzez naśladownictwo – tak chociażby buduje się tradycja, również tradycja dobroczynności. Jeśli będziemy uczyć dzieci zdrowego poczucia własnej wartości, będziemy uczyć ich lubić siebie i innych, bycia tolerancyjnymi dla odmienności, otwarcia na świat, uważności, dostrzegania radości w najdrobniejszych rzeczach, sami będziemy dla nich przykładem, i będziemy angażować je w działania dobroczynne (np. w wolontariat), one poniosą ideę dobroczynności dalej… Bodźce ekonomiczne, np. zapłata w postaci reputacji za „czynienie dobra” przemawiają do egoistycznych interesów i są krótkotrwałe, a dobry obyczaj odwołuje się do społecznej natury ludzkiego gatunku. Jest jeszcze trzecia metoda uczenia dobroczynności to wywoływanie dobroci, „polega na doprowadzeniu ludzi do odczuwania empatii”, a więc na kształtowaniu postawy człowieka i uwewnętrzniania wartości. Najlepiej, aby ten proces miał miejsce, kiedy postawy człowieka się kształtują i jest on spontanicznie otwarty na świat, a więc w młodości.

Działalność dobroczynna daje mi poczucie przynależności do wyjątkowej wspólnoty, wielką wartością są dla mnie zawarte dzięki tej działalności przyjaźnie.

AK: Który ze swoich sukcesów uważasz za najważniejszy?

MB: To, że moja wyobraźnia się nie starzeje i wciąż pracuje jak u dziecka i rozbudza marzenia bez ograniczeń. A jak powiedziała moja ulubiona amerykańska poetka Emily Dickinson, „wyobraźnia rozpala lont Możliwego”! O czym wielokrotnie się przekonałam!

AK: Co robisz w czasie wolnym? Jeśli go masz?

MB: Arystoteles uznawał, że czas wolny (schola) i praca (scholia) są ze sobą ściśle powiązane. Praca stanowi ukoronowanie czasu wolnego, a czas wolny nie jest ani wypoczynkiem, ani końcem pracy. I ze mną tak chyba jest, że w każdym moim działaniu jest i schola i scholia, szczególnie teraz kiedy zawód to pasja i sama radość, i udało mi się połączyć dobrowolność podejmowania działań z przyjemnością i pracą właśnie. Absolutne szczęście daje mi czas spędzony z moimi dziećmi, z rodziną uwielbiamy wycieczki, chodzenie po górach, jazdę na łyżwach, pływanie, gry słowne, kalambury, gry planszowe, gotujemy razem, chodzimy do kina, do teatru, rozmawiamy, czytamy razem książki, jesteśmy zgraną paczką. Rzadko zdarza mi się tzw. wypoczynek bierny, np. popołudniowa drzemka. Kiedy siadam wygodnie w fotelu, to tylko po to aby poczytać. Dzięki temu rodzi się we mnie tyle przemyśleń, że biegnę jak Sokrates na bezkresne łąki rozważań w poszukiwaniu wdzięcznego rozmówcy. Najczęściej pierwszą napotkaną osobą, którą wkręcam w dyskusję, zanim zgaszę nocną lampkę, jest mój mąż. Pewnie dlatego ciągle jesteśmy niewyspani!

AK: Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego co najlepsze na drodze rozwoju pisarskiego i osobistego!

MB: Dziękuję Anno! Wszystkiego dobrego dla Ciebie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Pola wymagane *

10 − two =