Refleksja pisarki o tym jak budować u dzieci zdrowe poczucie własnej wartości i o tym czy książki dla dzieci powinny tylko bawić, a może tylko uczyć…

 

 

Nie piszę na zamówienie, a szczerze, z serca, z impulsu, z „olśnienia”. Nie planuję efektu, nie zakładam sensu i znaczenia historii, tylko ją opowiadam. Opowiadam tak jak lubię: lekko, z „przymrużeniem oka”, prosto. Okazuje się jednak, że zwykle poruszam ważny temat, że na bazie moich opowiadań lub wierszy można przygotować całą szkolną lekcję i zaangażować w dyskusję setkę dzieci zgromadzoną na spotkaniu w sali gimnastycznej!

Uważam, że dzieci nie szukają w książkach tylko przyjemności. Czas dzieciństwa to czas nauki, uczenie się świata, życia, reguł, zasad, uwewnętrznianie tych reguł i zasad, budowanie definicji, szukanie wzorców do naśladowania. Zabawa dla dziecka to nie tylko forma relaksu i przyjemności, ale przede wszystkim właśnie nauka. Uczenie się w sytuacji relaksu, jaką jest zabawa, kiedy odczuwa się przyjemność, to stan, kiedy najlepiej przyswaja się wiedzę i w przyjemny sposób poznaje otaczający świat. Zabawa pomaga dzieciom rozwijać się intelektualnie, emocjonalnie, estetycznie, ruchowo i duchowo. Uczy je funkcjonowania w społeczeństwie i relacji z innymi. Wyrabia w dziecku charakter i nastawienie do świata.

Książka natomiast, czytanie w ogóle, angażuje. Angażuje intelektualnie, emocjonalnie, estetycznie, i duchowo. Zaangażowanie, z kolei, to najlepsza forma nauki. „Powiedz mi, to zapomnę. Naucz mnie, to może zapamiętam. Zaangażuj mnie, to się nauczę” powiedział Benjamin Franklin. Jeżeli w formie zabawy zaangażujemy dzieci w czytaną historię, będziemy o tej historii z nimi rozmawiać, będziemy wykonywać inne aktywności z nią związane, np. wcielanie się w bohaterów, zabawy plastyczne, ćwiczenia na wyobraźnię, to dzieci nauczą się więcej niż jeżeli tylko przeczytamy im tę historyjkę.

Dlatego na spotkaniach z dziećmi, np. poświęconych „Panu Cylinderkowi” i jego historii, aby dzieci uwewnętrzniły przekaz książki, rozmawiamy i bawimy się! Między innymi, konstruujemy z dziećmi cylinderki i na ich rondkach piszemy te cechy, które dzieci w sobie lubią, z których są dumne. Jeśli dzieci będą nosiły swoje cylinderki stale na głowie (nawet tylko w wyobraźni), to ten cylinder i te pozytywne cechy wypisane na rondku będą stale z nimi, będą je określały i „ciągnęły w górę” niezależnie od czasu i sytuacji, w jakiej się znajdą.

Historia Pana Cylinderka jest dokładnie o tym jak radzić sobie w życiu z kompleksami, z własnymi wadami, niedoskonałościami i ułomnościami, jak dostrzec swoje zalety. To opowieść o tym, że wyeksponowanie naszego najlepszego atrybutu sprawia, że zarówno my sami siebie, jak i otaczający nas ludzie będą z sympatią postrzegać nas poprzez tę cechę czy umiejętność. Tak, jak cylinderek zakrył łysinę bohatera wiersza, tak pozytywna cecha lub talent może ukryć nasze niedoskonałości, zbudować poczucie własnej wartości, odwrócić od tych niedoskonałości naszą i otoczenia uwagę. Kiedy skupimy się na pozytywach, na naszych zasobach i silnych stronach, nic nie przeszkodzi nam w cieszeniu się życiem, realizacji największych marzeń i byciu szczęśliwym.

Dzieci są niezłomnymi i radosnymi odkrywcami świata. Są naturalne, spontaniczne, ciekawe, szczere, pełne wiary w swoje możliwości, tolerancyjne. Mają niczym nieograniczone marzenia, wyobraźnię, nie oceniają. Z pasją oddają się zajęciom. Kiedy jedzą coś co im smakuje, to jedzą „całym sobą”, kiedy jeżdżą na łyżwach to jeżdżą „całym sobą”, kiedy czegoś pragną to pragną najmocniej na świecie, a kiedy czegoś nie cierpią, to nie cierpią tak bardzo „jak stąd do gwiazd”! Dzieci mają prosty i naturalny system wartości, kierują się instynktem, nie ogranicza ich czas i przestrzeń, nakazy i zakazy, akceptują odmienność. Ze smutkiem zaobserwowałam, że ta spontaniczność, otwartość i szczerość zaczyna umierać mniej więcej w czasie, kiedy pojawiają się silne oczekiwania dorosłych wobec dzieci, wymagania dostosowania się do norm społecznych, kiedy „utrącone” zostaje własne wnioskowanie i dochodzi u dzieci do przejmowania poglądów osób dorosłych, a systemy ocen w szkole, zakazy i nakazy ze strony dorosłych wtłaczają dzieci w schematy, doprowadzają do porzucenia marzeń, zmuszają do realizacji oczekiwań innych – zadań i celów, które nie są w „zgodzie z nimi”, z ich potrzebami. Zaobserwowałam, że czwartoklasiści już nie potrafią odpowiedzieć na pytanie co w sobie lubią, z jakich swoich cech czy umiejętności są dumni, co w sobie kochają – a przedszkolaki, szczególnie te młodsze, jeszcze bardzo siebie lubią i mają otwartość na innych. Czwartoklasistom, dzieciom starszym, młodzieży i dorosłym wielką trudność sprawia popatrzenie na inną osobę i powiedzenie jej co im się w tej osobie podoba, za co ją cenią, co w niej lubią, nie potrafią powiedzieć co lubią w sobie.

Kiedy dzieci nauczą się widzieć i cenić swoje zalety już w dzieciństwie, kiedy nauczą się lubić w sobie pewne cechy, być dumnymi z umiejętności to zbudują zdrowe poczucie własnej wartości, które utrzyma ich w pionie przez całe życie. Wady, czy ułomności, z którymi czasami niewiele można zrobić nie będą ich określały, to zalety będą ich skrzydłami. Aby zachować równowagę, należy pamiętać aby nie porównywać się do innych, tylko do siebie samego. Każdy w życiu, nawet dziecko, startuje z innego punktu. I punkt, który dla jednego jest „zerowy”, dla kogoś innego będzie szczytem osiągnięć. Każdy nosi inny cylinderek – w innym rozmiarze, kolorze, wysokości. Najważniejsze to być najlepszą wersją siebie samego! Najważniejsze to nauczyć się siebie samego lubić. Nauczmy dzieci, że kiedy osiągnęły nawet coś malutkiego lub miały zwyczajnie dobry dzień niech poklepią się po ramieniu i same siebie pochwalą! Niech – tak jak Pan Cylinderek – odnajdą swój własny cylinder!

 

Więcej o książce: http://mbbooks.eu/ksiazki-w-sprzedazy/pan-cylinderek/

Autor: Margarett Borroughdame

 Książki wydawnictwa MBBooks w księgarni online na: www.slowoteka.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Pola wymagane *

1 × 3 =