O tym, jak się sprzedaje książki, czy czytać, jak czytać i jak rozpoznać dobrą literaturę –  z Beatą Motyl, założycielką firmy Motyleksiazkowe.pl, dla Newslettera Literackiego rozmawia Margarett Borroughdame.

 

Beata Motyl – humanistka o wielu talentach, pasjonatka i miłośniczka słowa pisanego, znawczyni literatury i rynku wydawniczego, studiowała na Wydziale Filologii Polskiej Akademii Humanistycznej w Pułtusku, od 1990 roku w branży księgarskiej. Założycielka i właścicielka konsekwentnie rozwijającej się od 2012 r. firmy Motyleksiazkowe.pl – zajmującej się dystrybucją książek, głównie butikowych wydawnictw. W ofercie jej firmy są książki ponad 1000 dostawców.

Margarett Borroughdame: W branży dystrybucji książek jest Pani uznawana za „królową na rynku dystrybucji książek małych wydawnictw”. Co spowodowało, że zdecydowała Pani o prowadzeniu dystrybucji publikacji książkowych dla tzw. małych lub inaczej – butikowych wydawnictw?

Beata Motyl: „Królowa” to zdecydowanie nie o mnie 🙂 Przyjechałam do Warszawy z Gdańska w 1993 roku „na chwilę”, aby prowadzić biuro handlowe wydawnictwa, i jakoś tak zostało mi się na dłużej. Pojawiło się zapotrzebowanie na obsługę małych wydawnictw i kontakt między nimi a hurtowniami. Jako że byliśmy takimi samymi „maluchami” na „obcej ziemi” i początku drogi, to wczuliśmy się w ich sytuację, a mając już trochę doświadczenia, zaczęliśmy pracować w tej niszy.  I tak zostało, i z tego się cieszę.

MB: Jaka jest rola dystrybutorów w sprzedaży książek? W jaki sposób dystrybutorzy współpracują z wydawnictwami, księgarniami lub autorami w zakresie popularyzacji i sprzedaży książek?

BM:  Rola dystrybutorów jest trochę „techniczna”. Przyjąć do magazynu, zaprezentować księgarniom i klientom i posłać dalej według zapotrzebowania. Ale to duże uproszczenie. My jako dystrybutor wystawiamy się na targach, kiermaszach, eventach różnego rodzaju. Prowadzimy Facebooka, na którym promujemy nasze małe wydawnictwa, robimy konkursy, filmiki, staramy się angażować czytelników do wyrażania opinii, promujemy również współpracujące księgarnie. W miarę możliwości  –  również finansowych  –  angażujemy się w wydarzenia związane z czytelnictwem, np. Weekend Księgarni Kameralnych, wspieramy nagrodami konkursy w szkołach i przedszkolach.

MB: Czy Pani zdaniem książki są drogie?

BM:  Porównując ceny książek do innych produktów, uważam, że książki nie są drogie. Książki nie wiedzieć czemu traktowane są jak zbytek z jednej strony, więc coś, co powinno mieć swoją wartość, ponieważ jest wyjątkowe, a z drugiej strony panuje przekonanie, że są zbyt drogie. Nie szkoda nam na latte, burgera czy używki, a szkoda wydać na książkę, która przecież zostaje na dłużej, ma wpływ na nasze emocje, inspiruje, uczy, bawi. I tyle samo kosztuje, a czasem nawet mniej. Wciąż jest na pierwszym miejscu jako świetny i niedrogi prezent.

MB:  Statystyki Biblioteki Narodowej donoszą, że 63 procent Polaków nie przeczytało ani jednej książki w ciągu roku, a zaledwie co dziesiąty Polak sięgnął po więcej niż siedem pozycji. Czy statystyki mają rację? W Pani osobistej ocenie: czy Polacy czytają książki, czy ich nie czytają?

BM:  Przyznam, że nie do końca wierzę statystykom. O czym co chwila przekonujemy się przy nietrafnych analizach uznanych firm badających opinię publiczną. Proszę spojrzeć na autobusy, tramwaje, metro – ludzie czytają, i to książki papierowe. Lubimy ich zapach, strukturę, no i zawartość. Młodsze pokolenie wcale tak od tego nie odchodzi, na czytnikach czy tabletach stosunkowo niewiele osób czyta. Książek wydaje się mnóstwo, więc naturalne jest, że taka ilość książek dociera do ludzi w mniejszych nakładach, ale w większej różnorodności. Faktem jest, że dużo więcej ludzi pisze, ale jest nadzieja, że przełoży się na to, że więcej też czyta 🙂

MB:  Czy Pani zdaniem istnieją formuły na rozkochanie ludzi w czytaniu? Jak wychować czytelnika?

BM:  Formuła jest taka, że najłatwiej rozkochać w książkach dzieci. Są chłonne i ciekawskie. Od maleńkiego czytanie dziecku, a potem razem z nim wprowadza go w świat wyobraźni, pomysłowości, rozwija słownictwo, zdolność analizy tekstu, to same dobra… No i fajny czas z rodzicami, kiedy dzieci przytulone słuchają bajek, opowieści, wertują z nami kartki, oglądają ilustracje, zadając mnóstwo pytań. Ile dorośli się muszą przy nich nauczyć, żeby sprostać ich ciekawości świata…

MB:  Kto i jakie czynniki kształtują gusta czytelnicze w Polsce? Jaka jest Pani zdaniem rola mediów i rola wydawców w kształtowaniu smaku czytelniczego?

BM:  Ubolewam, bo nie widzę tej roli w mediach. Nie mamy praktycznie recenzentów, dziennikarze komentują książki własne lub kolegów. Opiniotwórczość czytelnicza przeszła do blogosfery, a tutaj trudno stwierdzić, który tekst jest sponsorowany, a który „od serca”. Gros blogerów to bardzo młode osoby i przyznam, że poziom opinii i znajomość literatury są nie najwyższych lotów. Ile doświadczenia życiowego ma dwudziestolatek, aby opiniować, co warto przeczytać, a co nie?

MB: Czy wydawcy reagują na statystyki potrzeb czytelników, czy też sami kreują te potrzeby?

BM: Myślę, że działa to w obu kierunkach. Są mody, które kreują czytelnicy, bo to im coś się bardziej podoba lub mniej, a następnie wydawcy podkręcają popularność. Co widać po modach na czarodziejów, wampiry, Greye, kolorowanki antystresowe itp. Nie jest to chyba kreowanie potrzeb, ale chęć zysku na sprzedaży tytułów, którymi ludzie się interesują. Kreowanie byłoby wtedy, gdyby poprzez promocję wartościowej literatury podnoszony był poziom wiedzy, erudycji, znajomości tematów. Nie dzieje się tak – niestety. Z drugiej strony jest sporo tytułów wartościowych, które znajdą swojego czytelnika, bo są polecane przez znajomych.

 MB: Czy nie ma Pani wrażenia, że kiedyś literatura była „ambitniejsza”: kształtowała umysły, wywoływała rewolucje społeczne, duchowe, kulturowe? 

BM:  Dokładnie tak. Literatura pobudzała do myślenia, nie tylko wzbudzała emocje, a czasem jedynie instynkty. Nie dostosowywała się do gustów, tylko je kreowała. Podnosiła poziom, była bardziej wymagająca. Wymuszała wręcz poszerzanie wiedzy.

Nie mam nic przeciwko literaturze, która bawi, uwielbiam ją, ale niech nas rozśmiesza, a nie żenuje. No i słownictwo. Czytając klasyków literatury rosyjskiej, francuskiej, niemieckiej czy latynoamerykańskiej, również polskiej, aż chce się zanurzyć w słowie, pięknym słowie, bez wulgaryzmów, szokowania, jakiejś surrealistycznej formy.

MB:  Jaka jest rola literatury we współczesnym świecie? Czy współczesnemu światu potrzebna jest książka, słowo pisane w ogóle? Czy czytanie książek ma znaczenie? 

BM:  Rola literatury się nie zmienia. Jest tylko jej większa różnorodność   –zwłaszcza literatury edukacyjnej, z różnych dziedzin. Bardzo mocno wzrosła rola poradników. Słowo pisane raczej nie zaginie, właśnie dzięki książkom. Jeśli w naszych dzieciach będziemy od małego zaszczepiać bakcyla czytania, to przekażą go kolejnym pokoleniom. Czytanie ma ogromne znaczenie dla rozwoju osobowości, możliwości, poczucia wartości, wiedzy, wykształcenia. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez książek.

MB: W mediach społecznościowych sporo jest klubów miłośników książek, które działają pod różnymi chwytliwymi hasłami zachęcającymi do czytania, a  oni sami  – wydaje się – czytają wręcz nałogowo. Czy czytanie powinno być nałogiem? Czy powinno się czytać wszystko? Jakie książki, według Pani, współcześni ludzie czytają najchętniej?

BM:  To świetnie, że jest tyle klubów. To potwierdza, że ludzie czytają. To bardzo dobry nałóg, który odrywa od codzienności, odstresowuje, bawi i daje do myślenia. Zwykle wybieramy do czytania to, co nas interesuje. Nie jestem zwolennikiem czytania, bo wypada znać to, co jest na topie.

Przyznam, że książki, które zrobiły na mnie wrażenie i zostały na dłużej w pamięci, nie były z „top 10”. Wpadały po prostu w ręce w najlepszym momencie. Taką mam teorię, ponieważ do kilku zabierałam się i „nie wchodziły”. Wszystkiego nie warto czytać, po co? Nawet te polecane jednemu przypadną do gustu, drugiemu nie.

MB:  Jak rozpoznać dobrą literaturę i co, według Pani, oznacza termin „dobra literatura”? Jaki gatunek literatury jest Pani ulubionym? Co Pani teraz czyta?

BM:  Nie mam pojęcia 🙂 Dla każdego znaczy pewnie co innego. Dla mnie to ta, która pozostaje na dłużej w pamięci i w emocjach. Lubię literaturę, która „grzebie” w emocjach. Ostatnio czytałam zbór opowiadań Herve Bazina „Biuro matrymonialne”, krótkie opowiadania, perełki, taki stary typ literatury z pięknym słownictwem. I jeszcze inne króciutkie opowieści, ale emocjonalne „petardy”: „Opowiadania z duszą” zebrane przez Rosario Gomeza Alfonso. Dobre, pozytywne, wzruszające.

MB: Pani Beato, serdecznie dziękuję za podzielenie się z czytelnikami Newslettera Literackiego swoimi refleksjami. Życzymy Pani (i sobie…) pobudzenia na rynku książki i niesłabnącego zainteresowania czytelników książkami. Wszystkiego co najlepsze dla Pani!

BM:  Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Pola wymagane *

two × four =