Znakomitej amerykańskiej poetce, Emily Dickinson, zawdzięczamy to zdanie: „Wyobraźnia zapala lont Możliwego”. Ooooo… założę się, że zatrzymaliście się na nim i przeczytaliście jeszcze raz! Ja upodobałam je sobie ostatnio i często cytuję, bo czytelnicy i recenzenci moich książek (dzieci, rodzice, dziennikarze i tzw. „środowisko książkowe”) uświadomili mi, że to co piszę gra nie tylko na strunach emocji ale i wyobraźni!

Czytaliście „Małego Księcia”? Pamiętacie o co chodziło? Przypomnijcie sobie sam początek tej książki: Mały Książę ląduje na pustyni i spotyka Pilota, prosi go o narysowanie baranka. Żaden baranek nie podoba się Małemu Księciu. Pilot zrezygnowany rysuje ostatecznie pudełko, a w nim trzy dziurki przez które można zobaczyć baranka. Dopiero wtedy Mały Książę jest szczęśliwy, bo widzi wymarzonego baranka!

Tymczasem… JA – Mały Książę w podróży… po świecie, w którym przerażają ludzi „rzeczy” proste i bezpośrednie, w którym nie nazywa się rzeczy i spraw po imieniu, bo bezpośredniość nazwy nie nobilituje czynności i tym samym nie szybuje się w obowiązującej warstwie wyjątkowości i niepowtarzalności, i nie można „obciąć” włosów u „fryzjera” , bo wzorcowo „stylizuje” się je w „atelie fryzur”, a szczęście uważa się za stan, a nie umiejętność… JA… piszę książki i wiersze… dla… dzieci. Obcinam włosy u fryzjera i wierzę, że słowa proste-bezpośrednie-naturalne mają znaczenie i są tymi prawdziwymi. Co więcej, ufam DZIECIOM i ich intuicji!

Jakże wielu „dorosłych” krzywiło się na mój pomysł zilustrowania „Ciasteczkowej choinki Żuczka Blo” czarno-białymi obrazkami. „KOOOOOOLOOOOOOR! Prooooooszę Paaaaaaani! KOLOR! Dzieci muszą mieć kolor! Niech te obrazki krzyczą kolorem i proszę dołączyć do nich naklejki i to najlepiej zapachowe, i.. i… i… i… !!!!!”. A ja tymczasem zwróciłam się do odbiorcy, do dzieci. I co? Dzieci natychmiast wypełniły czarne kontury rysunków kolorem wyobraźni! Natychmiast zrozumiały moją intencję! Dla mnie Rodzinka Żuczka Blo ma niebieskie ciałka, ale nie wszystkie dzieci tak widzą. I TO JEST CUDOWNE!

Podobnie pomyślał pewnie Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak, kiedy zdecydował o objęciu „Ciasteczkowej choinki Żuczka Blo” honorowym patronatem. Oto fragment jego listu do Wydawnictwa MBBooks: „…wiemy, że nic tak nie kształtuje dzieci, jak nauka poprzez zabawę. Umiejętność czerpania radości z drobnych rzeczy i wpajanie pozytywnych wartości, to dla młodego człowieka przydatne w dorosłym życiu umiejętności. Cieszę się, że zaangażowali się Państwo w popularyzację czytelnictwa, tym samym zachęcając rodziców do kreatywnego spędzania czasu ze swoimi pociechami. Prosta forma publikacji sprzyjająca ćwiczeniom manualnym jest jej dodatkowym atutem. Jestem głęboko przekonany, że przygody „Żuczka Blo” zachęcą do kierowania się pozytywną postawą bohatera i rodzinnego pokonywania napotkanych przeciwności, a sama książka będzie stanowić wstęp do przygody z literaturą i wychowania zapalonego czytelnika”.

Drodzy dorośli, proooooooszę, zaufajmy dzieciom! Pamiętacie „Małego Księcia”? Nie rysujmy im baranka, wystarczy pudełko z otworem, przez który dzieci go zobaczą. Zaufajmy ich niczym nie zmąconej czystości i wyobraźni! Dlatego „drodzy dorośli” nie zmuszajcie mnie do drukowania kolorowych rysunków w opowiadaniach o przygodach Żuczka Blo, bo JA wciąż jestem DZIECKIEM! Dzieckiem w świecie dorosłych … zaufacie mi? Hę…?

Margarett Borroughdame – „Ciasteczkowa Choinka Żuczka Blo” , opowieść pierwsza. Do kupienia w Empiku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Pola wymagane *

5 × 5 =